|
Wspomnienia początkującego żeglarza. |
|
|
|
|
czwartek, 13 października 2011 16:57 |
|
Rejs po Bałtyku w niczym nie przypominał sielanki i odpoczynku z drinkiem w ręku...
Dowiedziałem się o Jamsenie od Kolegi -fanatyka, który to magicznym jednym telefonem namówił mnie na dwa tygodnie tułaczki po falach Bałtyku, na dwudziestu metrach kwadratowych z siedmioma obcymi osobami. W moim, jakże dojrzałym wieku, człowiek przyzwyczaił się do stabilizacji choćby pod kątem prostego bytowania. Dom, ciepłe kapcie i możliwość zamknięcia okna, gdy wieje wiatr i pada deszcz. Zgadzając się na te kilkanaście dni żeglugi, zdawałem sobie sprawę bardzo jasno, że trafię na inne warunki, które można określić w moim przypadku, jako chęć, ciekawość posmakowania czegoś, czego nie mam, na co dzień. Bo niby, od czego jest urlop? Na urlopie staram się robić to czego, na co dzień nie mogę doznać. To właśnie na tym urlopie nie mogłem zawsze zamknąć okna, gdy wiał wiatr i padał deszcz. |
|
Więcej…
|
|
Kapitan i sześć królewien. Opowieści morskiej ciąg dalszy... - The Culture Regatta 2011, cz. 2 |
|
|
|
|
środa, 05 października 2011 21:35 |
|
Cumy oddane na ląd. Tak stoimy. Tak stoimy w fińskim Turku. Najpierw upragniony prysznic, który odbył się o godzinie szóstej rano (a koczowałyśmy pod drzwiami jak za PRLu). Dalej śniadanie, na którym Piotrek jak zwykle zobowiązał nas do zrobienia mnóstwa rzeczy, wizyta Laisson Officer, która nawet nie chciała wejść na łódkę, i NA MIASTO!
Rozpoczęłyśmy wycieczkę od Turku Castle, na którą wybrałyśmy się bez przewodnika. Niestety spowodowało to dość rychłe znudzenie na twarzach naszej załogi. Ale najbardziej z tego wszystkiego podobała nam się sala śmierci! Opisane były tam fińskie obrzędy, legendy i baśnie na temat śmierci oczywiście. Za gablotami wisiały ubrania pogrzebowe, a obecne wśród nas studentki medycyny zwróciły szczególną uwagę na kości. Ku uldze reszty niedługo potem pojechałyśmy autokarem do Logomo na Fire (!) Exhibition. Przewodniczka pokazała nam dawną straż pożarną, sposoby rozniecania ognia bez zapałek, a nawet reprodukcję (?) jednej z ulic dotkniętej Wielkim Pożarem z 1827 roku. Nie przestawała przy tym opowiadać o tymże pożarze i o ogniu w ogóle. Co poniektóre z nas były zachwycone makietą Turku zbudowaną z kartonu i klocków lego, opatrzoną światełkami w kolorze czerwonym, żółtym i pomarańczowym (fire!) i krótkim filmem (niemal kreskówką) opowiadającym o Great Fire. Po powrocie Gosia i Weronika poszły na Scuba Diving. Zapewne bardziej ze względu na oficera z Kruzensterna, który był tam obecny, niż nieodpartej chęci nauki nurkowania... Reszta natomiast udała się na sąsiedni jacht... rosyjską Elenę J. Pierwsza oficer, ze swoim nie do końca zdrowym uwielbieniem dla wszystkiego co rosyjskie, była zachwycona. Później wybrałyśmy się do centrum, aby zjeść koniecznie coś typowo fińskiego. Wybór padł na renifera. Wszystkim szalenie podobał się sposób podania, bowiem żadna z nas nie jadła jeszcze niczego podanego na... kamieniu. Zanim się spostrzegłyśmy, uciekł nam ostatni autobus, co przyjęłyśmy nawet z zadowoleniem (ten obiad naprawdę był spory!). Wieczorny spacerek dobrze nam zrobił. Późny wieczór przeniósł się- przynajmniej dla większości- na Butterfly`a, głównie ze względu na odwiedziny Kapitana Morgana ;) |
|
Więcej…
|
|
|
|
|
|
|
Strona 1 z 14 |